Pogórze Rożnowskie, Dolina Dunajca
Niedziela, 10 września 2017
· Komentarze(0)
Kategoria 01. Wycieczki
W ten weekend długo wyczekiwane wesele cioci, nocleg mamy zaplanowany w Tęgoborzy. Prognoza na weekend idealna! Kilka dni przed wyjazdem wytyczam trasę, montuję bagażnik na samochód. Oprócz strojów galowych, kwiatów do bagażnika wrzucam MTB na dach samochodu. :)
Plan jest taki, że powinienem mieć "okienko" w niedzielny poranek przed planowanym na 14-tą godzinę obiadem. Zaplanowana trasa liczy nieco ponad 60 km. Aby w tym terenie, uwzględniając "okoliczności" oraz wzniesienia dojechać do hotelu na powiedzmy 13-tą, muszę wyjechać "wcześnie" rano.
Na śniadaniu melduję się jako jeden z pierwszych gości hotelu, a już na pewno jako pierwszy z weselników. Po spożyciu maksymalnej jaką mój organizm mógł wchłonąć porcji węgla, proszę recepcjonistkę o otwarcie garażu z rowerem. Zaskoczenie i wyraz jej twarzy bezcenny :) - ta sama recepcjonistka dzień wcześniej wskazywała mi miejsce przechowania roweru, wiedziała że przyjechaliśmy na wesele ;).
Po chwili jestem już na rowerze. Już na samym początku drogą z Tęgoborzy do Chomranic czeka mnie solidny podjazd, który dosyć szybko stawia mnie na nogi.

Bardzo fajna funkcja w Sigmie Rox profilu trasy, która w przypadku włączonej nawigacji pokazuje profil dla kolejnego kilometra, a w przypadku treningu bez nawigacji ostatniego kilometra.
Jak widać, przede mną trochę deptania :)

Jadę dalej, jest przed 9-tą rano, na drogach spotykam pojedyncze samochody. Pogoda idealna, tereny również.

Pokonanie podjazdu zajęło mi chwilę, tym bardziej że nie chciałem w pierwszej części trasy mocno naciskać. Czeka mnie niemal 1 000 m przewyższeń, a po wczorajszym dniu jestem pełen pokory dla każdego najmniejszego wzniesienia.
Niebo w zasadzie bezchmurne, wilgotność niewielka, zatem widoczność rewelacja.

Generalnie ten weekend to najlepsze jak dotąd we wrześniu dni do jazdy rowerem.

Po prostu bajka.


Mam za sobą już ok. 10 i zdążyłem już doskonale sobie przypomnieć, na czym polega jazda w górach - nawet wtedy gdy nie mamy do czynienia najwyższymi szczytami w Polsce. A więc generalnie większość czasu się podjeżdża.

Przeprawa przez Dunajec mostem Piłsudskiego w Nowym Sączu.

Po chwili zaczyna podjazd pod Klimkówkę od strony Nowego Sącza. Podjazd to jedna z wyższych partii Pogórza Rożnowskiego.


Górka nie odpuszcza nawet na chwilę, jedynie w pewnym momencie mamy chwilę "wytchnienia" na 200 metrowym odcinku z nachyleniem średnim 4,5%.


Po ponad 5 km zjeździe moim oczom ukazuje się Jezioro Rożnowskie.

Jadę dłuższy odcinek wzdłuż linii brzegowej, następnie docieram do Zapory przy Elektrowni Rożnów.

Po krótkiej przerwie jadę dalej, tereny są malownicze - zastanawiam się nad co najmniej jakimś dłuższym weekendem w tych okolicach...

Po zachodniej stronie Dunajca i Jeziora Rożnowskiego trasa jest wprost epicka..

.. jest również krótki odcinek lokalnymi szutrami, a z prawej strony rzeczka Łososina.

Chwilę później wyjeżdżam na asfalt i tu mała niespodzianka - podjazd do Rąbkowej. Solidne nachylenia na ok 300 metrach, na szczęście nie trzymało dłużej... Nogi cały dzień pracowały wyśmienicie, zatem podjazd na stójce.

Następnie szybki zjazd, widoki genialne :)

Ostatni odcinek i dojazd do hotelu to już kręcenie po równym terenie. Do hotelu dojeżdżam tuż przed 13-tą.
Przyznam, że przed wyjazdem na ten jakże napięty pod względem kalendarza weekend, miałem poważne wątpliwości, czy brać rower. Jednak dosłownie po kilku kilometrach wiedziałem, że było warto. A po przejechaniu całej zaplanowanej trasy jestem już pewny. Gdybym nie wziął mojego MTB, być może nigdy nie przejechałbym tej pętli i nie odkrył uroków Pogórza Rożnowskiego, Doliny Dunajca.
Przy okazji zaliczyłem 7 nowych gmin ;).

Plan jest taki, że powinienem mieć "okienko" w niedzielny poranek przed planowanym na 14-tą godzinę obiadem. Zaplanowana trasa liczy nieco ponad 60 km. Aby w tym terenie, uwzględniając "okoliczności" oraz wzniesienia dojechać do hotelu na powiedzmy 13-tą, muszę wyjechać "wcześnie" rano.
Na śniadaniu melduję się jako jeden z pierwszych gości hotelu, a już na pewno jako pierwszy z weselników. Po spożyciu maksymalnej jaką mój organizm mógł wchłonąć porcji węgla, proszę recepcjonistkę o otwarcie garażu z rowerem. Zaskoczenie i wyraz jej twarzy bezcenny :) - ta sama recepcjonistka dzień wcześniej wskazywała mi miejsce przechowania roweru, wiedziała że przyjechaliśmy na wesele ;).
Po chwili jestem już na rowerze. Już na samym początku drogą z Tęgoborzy do Chomranic czeka mnie solidny podjazd, który dosyć szybko stawia mnie na nogi.

Bardzo fajna funkcja w Sigmie Rox profilu trasy, która w przypadku włączonej nawigacji pokazuje profil dla kolejnego kilometra, a w przypadku treningu bez nawigacji ostatniego kilometra.
Jak widać, przede mną trochę deptania :)

Jadę dalej, jest przed 9-tą rano, na drogach spotykam pojedyncze samochody. Pogoda idealna, tereny również.

Pokonanie podjazdu zajęło mi chwilę, tym bardziej że nie chciałem w pierwszej części trasy mocno naciskać. Czeka mnie niemal 1 000 m przewyższeń, a po wczorajszym dniu jestem pełen pokory dla każdego najmniejszego wzniesienia.
Niebo w zasadzie bezchmurne, wilgotność niewielka, zatem widoczność rewelacja.

Generalnie ten weekend to najlepsze jak dotąd we wrześniu dni do jazdy rowerem.

Po prostu bajka.


Mam za sobą już ok. 10 i zdążyłem już doskonale sobie przypomnieć, na czym polega jazda w górach - nawet wtedy gdy nie mamy do czynienia najwyższymi szczytami w Polsce. A więc generalnie większość czasu się podjeżdża.

Przeprawa przez Dunajec mostem Piłsudskiego w Nowym Sączu.

Po chwili zaczyna podjazd pod Klimkówkę od strony Nowego Sącza. Podjazd to jedna z wyższych partii Pogórza Rożnowskiego.

Fota przez ramię.
Bardzo przyjemny podjazd z fajnymi widokami, jedzie się po dobrym asfalcie i na dodatek ruch znikomy. Czego chcieć więcej :).
Górka nie odpuszcza nawet na chwilę, jedynie w pewnym momencie mamy chwilę "wytchnienia" na 200 metrowym odcinku z nachyleniem średnim 4,5%.


Po ponad 5 km zjeździe moim oczom ukazuje się Jezioro Rożnowskie.

Jadę dłuższy odcinek wzdłuż linii brzegowej, następnie docieram do Zapory przy Elektrowni Rożnów.

Po krótkiej przerwie jadę dalej, tereny są malownicze - zastanawiam się nad co najmniej jakimś dłuższym weekendem w tych okolicach...

Przeprawa przez Dunajec
Po zachodniej stronie Dunajca i Jeziora Rożnowskiego trasa jest wprost epicka..

.. jest również krótki odcinek lokalnymi szutrami, a z prawej strony rzeczka Łososina.

Chwilę później wyjeżdżam na asfalt i tu mała niespodzianka - podjazd do Rąbkowej. Solidne nachylenia na ok 300 metrach, na szczęście nie trzymało dłużej... Nogi cały dzień pracowały wyśmienicie, zatem podjazd na stójce.

Następnie szybki zjazd, widoki genialne :)

Ostatni odcinek i dojazd do hotelu to już kręcenie po równym terenie. Do hotelu dojeżdżam tuż przed 13-tą.
Przyznam, że przed wyjazdem na ten jakże napięty pod względem kalendarza weekend, miałem poważne wątpliwości, czy brać rower. Jednak dosłownie po kilku kilometrach wiedziałem, że było warto. A po przejechaniu całej zaplanowanej trasy jestem już pewny. Gdybym nie wziął mojego MTB, być może nigdy nie przejechałbym tej pętli i nie odkrył uroków Pogórza Rożnowskiego, Doliny Dunajca.
Przy okazji zaliczyłem 7 nowych gmin ;).
