Niedzielne rajzowanie do Celiny
Ja Wojtek, DJK oraz Adam spotykamy się na Grzybowej. Ja trochę spóźniony (ostatnio to niestety tradycja) przyjeżdżam na miejsce zbiórki i razem ruszamy w stronę Mikołeski. Wpierw mieliśmy jechać "autobaną" z Pniowca, jednak po pokonaniu kilkuset metrów po błocie a następnie lodzie decydujemy się zawrócić i jechać szosą. Aby dotrzeć do Tworoga i tak musieliśmy pokonać jakieś 2 km drogi przez las do Boruszowic. W zasadzie większość po lodzie. Dalej jedziemy już bocznymi drogami równoległymi do krajowej "11". Następnie z Tworoga na Brusiek prostą, która ma niemal 10 km.
W Bruśku spotykamy się z drugą ekipą, dojeżdżamy tam w odstępie dosłownie kilku sekund (wow!). Krótkie przywitanie i Jacek kieruje nas na leśne szlaki. Pokrótce: lód, śnieg lub błoto, które było najlepszą możliwą opcją. Docieramy do dawnej osady Krywałt.

Niestety moje opony znowu dały o sobie znać, dosłownie nie byłem w stanie utrzymać prostego toru jazdy. Dodatkowo jakieś 500 m przed Pustą Kuźnicą gleba. Na szczęście bez konsekwencji dla mnie i roweru.
Potem krótko asfaltem i podjeżdżamy pod OW Siliesiana.

Fot. Jacek
Od razu przypominają się lata młodzieńcze :), spędzało się tutaj większość upalnych dni wakacji. Teraz to niemal zapomniane miejsce. Część z ekipy również ma wspomnienia z tym miejscem i wspomina okres jego świetności za PRLu.
Teraz prosto już do naszego głównego celu wyprawy - Celiny.
Tam przerwa na posiłek, regenerację i powrót do domu. Większość ekipy ma w planach dalsze harce po lasach, jednak nasza czwórka z racji już późnej godziny decyduje się na powrót do domu. Wyjeżdżamy z Piłki w stronę Koszęcina i ponownie lód. Mam wrażenie, że opony z każdym km trzymają coraz mniej, może to po prostu zmęczenie? I gleba - na szczęście ponownie bez konsekwencji oprócz mokrych rękawiczek.
Docieramy do asfaltu (uff) i prosto z Koszęcina na Brusiek. W Bruśku za moją namową decydujemy wracać już tylko asfaltem (była jeszcze propozycja jazdy do Kalet i dalej już lasem przez Głęboki Dół do TG). Szybki odcinek do Tworoga, prędkość praktycznie nie spada poniżej 30 km/h, a to za sprawą pociągu tworzonego głównie przez DJK oraz Adama. Potem tą samą trasą, w kierunku Pniowca, gdzie łapię gumę :(. Opona tylna ewidentnie do wymiany, powodem całego ambarasu był 1 mm kawałek szkiełka.. Na szczęście Adam, który był świetnie zaopatrzony na trasę użycza mi łatki (mój zestaw ratunkowy włożyłem do schowka chyba z 2 lata temu - do tej pory nieużywany i jak się okazało moje łatki wymagają dodatkowego kleju :( ) Adam , dzięki!
Po zaopatrzeniu tylnej dętki w niezbędny poziom ciśnienia jedziemy w kierunku Strzybnicy, gdzie żegnamy z Wojtkiem DJK i Adama.
Potem już powrót do domu.
Po wyprawie przednie przerzutki wyglądały tak:

Fajna wycieczka, super towarzystwo. Jedynie szkoda tych odcinków leśnych..
Załączam fotorelację Adama.