W planie wyprawa z Mikulem do DSD, Ruszamy przez Repty, nieopodal parku walcząc z wiatrem oraz wzniesieniami. Miki dzielnie je znosi rozglądając się i obserwując widoki.
Panorama Tarnowskich Gór
W samem DSD spędzamy ok 1 h, następnie kierujemy się do kopalni, gdzie chcieliśmy pokazać Mikiemu lokomotywy. Niestety dojeżdżamy tam już po godzinie zamknięcia :(. No cóż, będzie okazja do następnej wycieczki w te okolice :)
Pierwsze w tym roku kręcenie z Mikim na pokładzie. Od ostatniego roku trochę urósł, więc na wszystkie jego ruchy rower mocniej reagował. Poza tym zainteresowany wszystkim. Obawiałem się, czy w tym roku będzie chciał jeździć, a tutaj pierwszy odcinek (prawie 1,5h) spędził w foteliku bez nawet jednego słowa marudzenia :).
Nad zalewem jak zwykle chciał być wszędzie w jednej chwili.
Zabawy w piasku dały się we znaki Mikiemu, pod koniec trasy powrotnej przydała się krótka drzemka regeneracyjna.
Kontynuujemy wycieczki rowerowe w Bieszczadach. Tym razem niestety to ostatnia wyprawa w tym roku :(
Wyjeżdżamy całą ferajną zaraz po południowej drzemce Mikiego. Cel to dobry pstrąg na obiad oraz zakup kilku pamiątek. Przed wyjazdem sprawdzam prognozę i niestety w okolicach godziny 18-tej ma zacząć padać deszcz. Dlatego od razu przystępujemy do ataku na kolejne wzniesienia. Droga do Soliny jest jednak łatwiejsza niż powrót do pensjonatu, który mieści się ok 200 m wyżej.
W Solinie po przejechaniu zapory jemy kolejnego pysznego pstrąga (Miki zjadł niemal całego !)
Zaczyna się chmurzyć, więc kupujemy pamiątki, do tego pamiątkowa fota:
Nie ociągamy się więcej i kierujemy w stronę pensjonatu w Myczkowie. Po drodze spada na nas nawet kilka kropel. Jednak po dotarciu na miejsce zaczyna się rozpogadzać. Szkoda, bo mogliśmy więcej czasu spędzić w samej Solinie..
Drugi wypad rowerowy tegorocznego pobytu w Bieszczadach i wybór pada na Przełęcz pod Markowską. Czyli nie za krótko, nie za długo, ale za to z podjazdami.
Wyjeżdżamy wcześnie po 9:00, zaraz po śniadaniu. Na szczęście nie jest jeszcze tak ciepło. Z Myczkowa udajemy się w stronę Berezki, skąd zaczniemy długi, jednak odpuszczający momentami podjazd na przełęcz. Dokładnie 205 m przewyższenia na odcinku 8 km.
Miki daje rade, a to bułka, a to picie, a to jabłko.
Na przełęczy krótki postój - niestety nie zauważyłem, że mam pobrudzony obiekty w telefonie - zdjęcie odpada :(
Potem kierujemy się w stronę Górzanki i Wołkowyi. Z przełęczy to ok 3 km jazda leśną drogą.
Z Wołkowyi jedziemy już Małą Pętlą Bieszczadzką w stronę Polańczyka, gdzie mamy do pokonania dwa podjazdy: ten pierwszy to 138 m przewyższenia na odcinku 2,3 km, drugi 100 m na odcinku 1,9 km.
Z Polańczyka prosto do Myczkowa, gdzie kończymy wyprawę mając do pokonania jeszcze krótkie wzniesienie 10% do pensjonatu.
Pierwszy wypad w tym roku na rower w Bieszczadach i tym samym pierwsza jazda z Mikim po górach. Trochę się tego obawiałem, z jednej strony na trasie jest spory ruch, a z drugiej jest to jednak dodatkowy bagaż. A jak wiadomo, góral ze mnie żaden.
Nie było jednak tak źle, pierwsze przeciągnięcie nogi obyło się bez momentów krytycznych, a największe przewyższenie to 10%. I to wszystko w jeden z najgorętszych dni jakie mieliśmy do tej pory tego lata.
Na zaporze w Solinie tradycyjnie smażony pstrąg :)
Wyjeżdżamy całą ferajną z zamiarem debiutu w Tarnogórskiej Rowerowej Masie Krytycznej. Niestety mimo usilnych prób na rynek wjechaliśmy kilka minut po tym, jak wszyscy odjechali :( Chwila zastanowienia i podjechaliśmy z Mikim nad zalew :)
Lipiec zakończony pokonaniem 1 088,08 km, ustanawiam moją nową miesięczną życiówkę ;)
Rozpoczynamy dzień pełen wrażeń - wyprawa kolejką wąskotorową do Miasteczka Śl. Z kolanem już lepiej, jednak nie jest to ideał.
Szybkie śniadanie, pakowanie niezbędnych rzeczy i ruszamy w stronę stacji Kopalnia Srebra. Mimo, że termometr wskazuje ponad 25 st. C odczuwalna jest chyba nieco niższa, przynajmniej w trakcie jazdy. Jeszcze powietrze nie zostało ogrzane przez Słońce.
Na stację docieramy kilkanaście minut przed czasem, jest chwila na rozpoznanie "terenu":
Napięcie przed przyjazdem pociągu rośnie ;)
Pierwsze chwile to czas na rozpoznanie
Jednak po przejechaniu kilku km zainteresowanie rośnie
:):
Na koniec chwila relaksu nad zalewem
Powrót najkrótszą drogą. Mikiemu dały się we znaki wszelkie atrakcje, całą drogę przespał w foteliku. Dobrze się złożyło, bo 30 min po przyjeździe mieliśmy niezłą burzę, którą obserwowaliśmy już z domu.
Mimo napiętego grafiku, udało się wyjść pokręcić po okolicy z Mikim. Ponownie wybraliśmy zalew. W zasadzie przez cały czas zabawa w piasku :) Sama jazda do łatwych nie należała. Wczoraj niefortunnie uderzyłem się w kolano. Nieco niżej łękotki. Każde mocniejsze naciśnięcie na pedały sprawiał ból. Na szczęście jest poprawa - rano ledwo chodziłem :)
Oby jutro, a szczególnie w niedzielę było wszystko OK.
Szybki wypad całą ferajną nad Zalew Chechło wieczorkiem po pracy. Mimo, że temperatura była wysoka, a tym bardziej organizmy zmęczone po całym dniu zmagania się z nią (żona tym bardziej po niemal 10 godzinach spędzonych w samochodzie) to i tak fajnie się kręciło. Fajnie, że przynajmniej chwilę wieczorem można znaleźć na pełny relaks.
Wieczorny wypad nad zalew. Słońce jest już słabsze więc można było chwilę z MIkim pourzędować nas wodą. Nogi po tych kilku godzinach w jeszcze lepszym stanie :)
Rekordy:
Najdłuższy dystans w ciągu dnia 233,52 km 10.06.2018
Najdłuższy dystans w ciągu m-ca 1 629,23 km 07.2018
Najdłuższy dystans w ciągu roku 7 816,04 km 2017
Największe przewyższenie/wycieczka 1 911 m 2.05.2019
Największa śr, pręd. Pow.100 km 27,84 km/h 26.08.2017
Największa śr, pręd. 50-100 km 28,31 km/h 13.06.2015
Największa śr, pręd. 30-50 km 30,92 km/h 07.08.2018
Prędkość max 71,2 km/h 18.08.2018