Wpisy archiwalne w kategorii

.z Mikołajem

Dystans całkowity:2292.94 km (w terenie 1007.00 km; 43.92%)
Czas w ruchu:137:36
Średnia prędkość:16.66 km/h
Maksymalna prędkość:55.36 km/h
Suma podjazdów:9422 m
Maks. tętno maksymalne:125 (66 %)
Maks. tętno średnie:108 (57 %)
Suma kalorii:2314 kcal
Liczba aktywności:73
Średnio na aktywność:31.41 km i 1h 53m
Więcej statystyk

Całą ekipą na Chechło

Sobota, 3 września 2016 · Komentarze(0)
Sobotnie popołudnie. Pogoda dopisuje, wybieramy się całą rodzinką nad zalew.
Delikatne kręcenie - na jutro planuję większy wypad.

Niedzielne, familijne rajzowanie

Niedziela, 28 sierpnia 2016 · Komentarze(0)
Kolejny niedzielny wypad całą rodzinką do Babci. To zaczyna yć nasza tradycyjna trasa, a więc Mikołeska, Piłka (Bar u Celiny), Krupski Młyn. Powrót przez Koty i Mikołeskę.

Tym razem jeden z odcinków leśnych negatywnie zaskoczył. Chodzi o kilkuset metrową traskę między Bruśkiem i Piłką. Najprawdopodobniej niedługo będzie tutaj autobana, co sugerują wykarczowane drzewa po obu stronach, w celu poszerzenia drogi, jednak aktualnie jest masakra.



Jazda z Mikim w foteliku w takich warunkach jest niemożliwa. Nawet prowadzenie jest bardzo uciążliwe. Postanawiamy ten odcinek ominąć i prowadzimy rowery między drzewami.




Sudety rodzinnie

Sobota, 20 sierpnia 2016 · Komentarze(0)
Dzisiaj czas na kolejny rodzinny, rowerowy wypad z Karpacza. Ostania trasa na Przełęcz Okraj dała się we znaki, dlatego dzisiaj planujemy trasę mniej wymagającą :).

W Miłkowie czeka na nas pierwsza "atrakcja" - dom do góry nogami. Na Mikim nie wywarł większego wrażenia, na nas tym bardziej..
Nie zwlekamy, jedziemy dalej. Chcemy jak najszybciej uciec z głównej drogi, aby skierować się czarnym szlakiem w stronę Jeleniej Góry. Oczywiście oznaczeń nie widzimy, jednak nawigujemy wg mapy - okazuje się, że dobrze.  Za ok. 3 km pierwsze oznaczenie szlaku. Rucha znacznie mniejszy, jest okazja przyjrzeć się lokalnej zabudowie. Niestety niektóre piękne budynki niszczeją..



Po chwili odwiedzamy pałac na wodzie.



Po 20 km dojeżdżamy do Jeleniej Góry. Kręcimy chwilę po pięknych uliczkach.


Chwilę później zaprowadzam Lucynę o Mikiego do znanej mi już Pierogarni z gitarą i piórem. Dzisiaj rozkoszuję się pierogami z truskawkami :)



Po pysznym obiedzie, na rynku znajdujemy obficie zaopatrzoną pijalnię kawy.



Nic nie stawia na nogi tak, jak dobra kawa:



Wyjeżdżając z miasta, odwiedzamy lotnisko. Miki miał okazję zobaczyć kilka startów i lądowań dwupłatowców oraz szybowców ;). Z tego wrażenia nie wyjąłem telefony, aby szczelić fotę.

Dalej kierujemy się już w stronę Karpacza.


Pałac w Mysłakowicach.

Dojeżdżając bocznymi drogami do Karpacza, ukazuje nam się piękna panorama Karkonoszy.



Kończymy rajzę około 19-tej.

To niestety ostatnia wycieczka rowerowa w trakcie tego urlopu. Tereny do kręcenia są rewelacyjne. Szkoda tylko, że miejscami oznaczenia szlaków pozostawiają wiele do życzenia, no i oczywiście bikerów jak na lekarstwo.

Przełęcz Okraj

Poniedziałek, 15 sierpnia 2016 · Komentarze(1)
Drugi dzień pobytu w Karpaczu. Lucyna proponuje wjazd na Przełęcz Okraj - 1046 m n.p.m.

Ruszamy ok 11-tej, wpierw kierując się do Informacji Turystycznej, w celu nabycia mapy. Kupujemy za 8 zł mapę Karpacz i okolice, gdzie idealnie widać trasę dzisiejszej wycieczki. Będziemy głównie podążać szlakiem niebieskim.

Szlak jest dosyć dobrze oznaczony, jedynie w okolicach Western City, gdzie w związku z inwestycją został przeniesiony, musieliśmy dopytać parkingowego o jego dalszy bieg. Dalej nawigacja nie sprawiała już najmniejszego problemu.


Już pierwsze kilometry trasy pokazują, że nie będzie łatwo. Podjazdy miejscami ponad 10%, do tego nierówny teren.

Lucyna momentami prowadzi rower, teren jest trudny.


Cały czas wspinamy się, pokonując kolejne metry w poziomie oraz pionie :). Jedziemy lasem, więc jedynie w kilku miejscach widzimy efekty naszej wspinaczki, gdzie między koronami drzew widać dolinę, inne szczyty.



Pojawiają się również kryzysy, zwątpienia we własne siły. W pewnym momencie zaczęliśmy powątpiewać w to, czy uda nam się wjechać. Po chwili rozmowy decydujemy się wjeżdżać - zjechać zawsze można :).

Tereny są piękne, powietrze świeże, ok. 18 st. C słońce co chwilę pojawia się zza chmur oraz drzew. Warunki idealne.
Dojeżdżamy do Jedlinek, dalej kilka kilometrów asfaltem. Przy okazji zjeżdżamy kilkadziesiąt metrów w dół, jest okazja do odpoczynku, razem ze świadomością, że te metry trzeba będzie z powrotem zdobyć ;)

Przed Kowarami skręcamy w prawo, gdzie dalej wspinamy się Złotą Drogą. Ma ona doprowadzić nas do drogi asfaltowej, a więc ostatniego odcinka na Przełęcz Okraj. Droga jest szutrowa, z nachyleniem 5-10%, z przewagą odcinków 5-7% oraz krótkimi ściankami. Odpuszcza jedynie chwilami.

Mijamy Rzekę Jedlicę, mamy jeszcze do pokonania ponad 200 metrów w pionie. Sił coraz mniej, jednak motywacja na tym samym poziomie. Walczymy.


Dojeżdżamy do asfaltu, a więc ostatni odcinek 1,5 km, no może 2, jednak ze stałym podjazdem 6-9%.



Jest to część podjazdu, na którym często goszczą kolarze, więc na asfalcie pojawiają się napisy 500 m, 300 m, 200 m... pomagają w ostatnich metrach. Przełęcz Okraj zdobyta!


Profil naszego podjazdu wygląda następująco:




Krótki odpoczynek i obiad w Amelkowej Chacie - polecamy ;).

Następnie decydujemy się zjeżdżać asfaltem do samych Kowar. Szybciej i mimo wszystko bezpieczniej, aniżeli krętą drogą szutrową. Czyli przez prawie 10 km jedziemy 30-40 km/h niemal non stop na hamulcach. Jest 15-16 st. C., ręce zmarzły. Na szczęście w samych Kowarach temperatura wzrasta do 18 st. C.

Dalej spokojnie udajemy się do bazy.

Super wypad w pełnej ekipie :), pokonane ponad 43 km i 933 m przewyższenia w naprawdę ciężkim terenie. Dobrze, że te chwile zwątpienia w ok 1/5 trasy nie popsuły tego dnia. Wniosek, odsuwajcie od siebie takie myśli, skupiamy się na celu i go realizujemy - oczywiście zachowując przy tym wszelkie środki ostrożności.

Niedzielne familijne rajzowanie

Niedziela, 24 lipca 2016 · Komentarze(0)
Dzisiaj wyjeżdżamy całą rodzinką na leśne dukty. W planach całodniowa wycieczka.

Ruszamy o 11:00, kierując się w stronę 3 stawów, nieopodal Połomii. Jakieś 2 m-ce temu Maciek pokazał mi tą drogę, jednak na odcinku chyba 5 km było kilka skrzyżowań. Na jednym z nich (wydaje się, że na jednym z ostatnich) popełniłem błąd i wyjeżdżamy na trasę LU biegnącą od krajowej 11-tki do Połomii. Na szczęście wiem, gdzie należy skręcić, aby dotrzeć do wyznaczonego celu.

Nad jeziorkiem robimy wspólną focię z rąsi.

Jedziemy dalej w kierunku Krupskiego Młyna, korzystamy oczywiście głównie z leśnych dróg.



W Krupskim Młynie odpoczywamy na placu zabaw - nie tylko MIki ma frajdę.



Po odwiedzinach najbliższych, kierujemy się w stronę Piłki, gdzie u Celiny posilamy się przed powrotem do domu.

Wracamy przez Mikołeskę, w zasadzie stałą już trasą.

Miki fajnie zniósł trudy podróży, to jego drugi najdłuższy wypad rowerowy.

Wypad familią na miasto

Sobota, 23 lipca 2016 · Komentarze(0)
Po sobotnim rajzowaniu i obiedzie, wyruszamy całą rodzinką na miasto. Oczywiście rowerami.
Na Rynku w Tarnowskich Górach imprezy z okazji ŚDM.



Całkiem sympatycznie.

Nagle podjeżdża do nas Maciek. Wymieniamy kilka zdań, potem spotykamy Basię z dziećmi. Na koniec podjeżdżamy na kiełbaskę do szwagra.

No cóż, dzień (łącznie z porannym rajzowaniem) wypełniony po brzegi atrakcjami :)

Niedzielne rajzowanie całą rodzinką

Niedziela, 10 lipca 2016 · Komentarze(0)
Zaraz po śniadaniu pakujemy się całą rodzinką na rowery i ruszamy leśnymi duktami. Cel: obiad u Celiny oraz kawa u Babci.


Miki już po 10 km ucina sobie drzemkę - a więc pit stop na drzemkę w cieniu ;)

Cały czas staramy się jechać lasem, z asfaltu korzystamy jedynie w przypadku konieczności.


Tutaj na zdjęciu jeszcze w okularach, które za ok 5 km w zasadzie same pękły... zmęczenie materiału? Uszkodzenia mechanicznego nie było, oddaję do reklamacji. Zobaczymy, jaką otrzymam odpowiedź.

Wracając od Babci postanawiamy zajechać na pączki do Pniowca. Niestety jesteśmy przed czasem (mimo, że już 19-ta na zegarku i masa ludzi!!! Pytam, gdzie jest myśl biznesu? Wszyscy czekają, niedziela masa ludzi na rowerach, pieszo, a pączków brak..), po krótkiej chwili postanawiamy nie czekać, jedziemy do domu. Trudno, nie pójdzie w "boczki".

Wyprawa okazuje się rekordową trasą, pokonaną przez Mikiego. Cała wycieczka zajęła nam cały dzień, jednak przygoda przednia.

Po powrocie do domu zimny Lager ;)


Po pracy z MIkim

Piątek, 8 lipca 2016 · Komentarze(0)
Wycieczka z Mikim nad zalew Chechło. Tempo raczej spokojne.
Po godzinie zabaw przy jeziorze wracamy do domu.

Po pracy, z Mikim

Poniedziałek, 4 lipca 2016 · Komentarze(0)
Po pracy szybki obiad i wypad na rower, gdyż ok 20 przewidywane jest szybkie ochłodzenie.
Jedziemy całą ferajną sprawdzoną trasą do Mikołeski i z powrotem.

Po pracy, z Mikim

Wtorek, 28 czerwca 2016 · Komentarze(0)
Szybki wypad z Mikim nad Zalew Chechło, gdzie mógł pobawić się na plaży.
Ewidentnie wracają upały.. będzie okazja do większego kręcenia ;)